Menu główne:
Zawody zorganizowane bardzo profesjonalnie. Wszystko, począwszy od zakwaterowania (tanio, miło i wygodnie), poprzez obsługę, a na parkurze kończąc. Pogoda - słoneczna, ale bardzo chłodna (dla mojego kudłatego potwora - super), sędzia - surowy, dokładny, o bardzo dużej kulturze kontaktu z zawodnikami,tłumacz - uroczy (jak to tłumacze ), tereny na ślady - wydawały się dobre, ale stosunkowo dużo psów na tym poległo (w tym my), płyta boiska - to właściwie parkur hippiczny. Dosyć trudny teren dla ciężkich psów i ...pozorantów. Pozoranci - super! szybcy i wściekli bardzo równo pozorowali. Nasz start - w sumie uważam za udany, w pewnych obszarach mój pies mnie zaskoczył pozytywnie w innych wręcz odwrotnie. Na pewno muszę postarać się o deptacza, bo Sagan, który na co dzień trenuje ślad do IPO3, ale kładziony przez przez przewodnika, nie do końca sobie radzi z obcym śladem. I to był główny powód zawalenia tropienia. Ślady krów, krowie łajno i takie tam ozdobniki były tylko tłem naszej klęski i nie miały bezpośredniego wpływu na wynik tropienia. Sagan podstawę nawęszył dobrze, na pierwszej prostej miał lekkie zejścia ze ścieżki śladu (tak do 50 -70cm) ale potem szedł juz równo. Pierwsze załamanie zrobił bardzo dobrze, przedmiot odnalazł, ale nie zaznaczył, tylko raźno poniuchał dalej i... na drugim załamaniu zamiast w lewo poszedł w prawo. To był początek końca naszej nadziei na zaliczenie śladu. Węszył tam i węszył, uparcie podtrzymując kierunek. Po odejściu na długość linki zawrócił we właściwym kierunku a następnie szedł jakieś 2 m od właściwego saldu tak, jak by tam przeszła pruska armia. Znalazł końcowy przedmiot, ale znowu nie poczuł potrzeby jego zaznaczenia. Sędzia podliczył punkty naszej golgoty, uścisnęliśmy sobie dłonie i tym miłym akcentem zakończyliśmy część A zawodów Mistrzostw Polski Owczarków Niemieckich Część B zapowiadała się lepiej (Sagan zrobił wybieganie na przód na poziomie dobrego owczarka) do momentu aportu przez palisadę. Nie wiem, co on chciał zrobić, ale wyglądało na to że chciał przeskoczyć ją jednym susem (jak metrową ściankę) - efekt - wylądował w połowie ścianki, odbił się, popatrzył na szczyt, popatrzył za i ... wrócił do nogi. Reszta na bardzo zadowalającym poziomie. Szkoda, ale teraz to nawet siku będzie biegał przez palisadę Część C, obrona - obieganie namiotów to jest nasza najsłabsza strona. Niestety, wiedział o tym również Sagan i po obiegnięciu pierwszej kryjówki pognał prosto do czwartej, reszta czyli oszczekanie, wyprowadzenie, krótka ucieczka, puszczania ponowne ataki, pilnowania, konwoje itp - dobrze. podczas przenoszenia psa po długiej ucieczce pozorant nadepnął Saganowi na nogę. Sagan zawył, puścił rękaw ale natychmiast ponownie, mocno zaatakował pozoranta. Ze względu na mocny i spokojny (bez histerii) ponowny atak psa, sędzia nie uznał tego jako błąd za całość zabrał tylko 3 pkt. Ogólnie z części B i C jestem bardzo zadowolony i myślę, że na tle psów hodowanych do pracy (poza jednym wyjątkiem, wszystkie startujące ON-y i OB-y były psami z hodowli użytkowych) mój malutki, kudłaty eksterierowy hovawart wypadł dobrze. RELACJA FOTO
Zapraszam do obejrzenia poczynań moich Wampirków:
Wampiry w akcji
Wampiry w akcji II
W nocy, z 25 na 26.04.2011r w mojej hodowli urodziło sie 9 szczeniąt:
5 suczek i 4 pieski - wszystkie zdrowe i w dobrej kondycji.
Szczegóły w dziale: NASZE PSY - HODOWLA - miot A
badanie lekarskie USG potwierdziło u BIEKE ciążę mnogą. Przewidywany termin porodu to 24-26 kwietnia, czyli jajko z niespodzianką :)
zapowiedź miotu: w dniach 20-25. luty b.r. doszło do pokrycia w skojarzeniu: BIEKE van Elderens`Hof - SAGAN Gasko Prim.
Cały rok ciężkiej pracy no i oczywiście deja vu. Zbliża się koniec roku a tu nigdzie nie ma egzaminów na IPO-2. No może poza moim oddziałem macierzystym, gdzie planują przeprowadzić go w grudniu. W grudniu to się lepi bałwany, a nie tropi. Trudno, jedziemy zdawać za granicę. Ze względu na znajomość języka i ludzi, mój wybór pada na Czechy. Telefon do Przyjaciela i mamy termin... 13 listopad. No tak, nikt nie gwarantował, że będzie tylko łatwo – co mi tam, data taka jak każda inna. Jedziemy. Mając już pewne doświadczenia z Torunia, do Czech jedziemy 3 dni wcześniej - tak by wypocząć i potrenować w nowym miejscu, na nowym placu, z nowymi pozorantami. Treningi przebiegają poprawnie – bez fajerwerków. Zaczynam się niepokoić, na egzaminie pewnie będzie dużo gorzej. Na miejscu, ogromną pomocą jest mi mój przyjaciel – Lad`a Glogar. No i koniec laby – w kalendarzu 13!Jedziemy na egzamin to ok. 50 km (z Térlicko do Frydlant n.O.). W połowie drogi olśnienie... nie zabrałem książeczki wyszkolenia psa. Bez tego dokumentu nie dopuszczą mnie do egzaminu. Fajnie! Zawracamy. Czasu coraz mniej, ale wracamy po książeczkę. Lekko spóźnieni docieramy na miejsce. Odprawa, rodowody, książeczki startowe (!) i inne formalności, no i jedziemy na ślady.
Najpierw IPO-1, potem IPO-3 , a teraz my „dwójkowicze” Losuję nr 1. - no coraz lepiej, widzę że aura 13-go działa jak nigdy. Wieje tak, że u nas na pomorzu wiaty powinny poczuć się zawstydzone. Ślad kład mi Karel Kovač – no w końcu vice mistrz świata w FH, to pewnie wie co robi. Nawęszenie podstawy średnie i idziemy dalej. Widzę jak Sagana ściąga z wiatrem i pomimo zimna pot mnie oblewa i a resztki włosów sztywno stają dęba! Powiało grozą! Ale w pewnym momencie mój ukochany pies wyczuł przedmiot i ładnie go zaznaczył. Od tego miejsca jak w bajce – prosto jak po sznurku z nosem w śladach. Pierwszy zakręt bosko, drugi z lekkim naddaniem (ach ten wiatr i brak doświadczenia) ostatnia prosta i przedmiot – pokazowo. Koniec, a ja bliski omdlenia. Jeszcze tylko zdanie przedmiotów trzyma mnie w pionie, no i omówienie przez sędziego naszej pracy. Werdykt - 90 pkt. Nie mogę uwierzyć, to chyba sen, albo taka „czeska kurtuazja”. No, ale z oceną sędziego się nie dyskutuje :)
Jak oglądam innych zawodników to zaczynam mieć kompleksy – toż to jakieś tropieniowe automaty (no może z małymi wyjątkami :) )
Wracamy na klubowy plac – teraz posłuszeństwo. Właściwie jestem spokojny, wiem co szwankuje i tak się właśnie dzieje. Wysyłanie „naprzód”, wyraźnie szkodzi Saganowi na uszy, waruje dopiero przy drugiej komendzie. Jeśli dodać do tego lekki opóźnienia w „siad w marszu” i przy wchodzeniu w „grupę”, oraz moje pomylenie kroków to wynik i tak nie jest zły – 92 pkt. Fajno jest!
Piękne już było – teraz obrona. Plac pełen maliniaków i onków-użytków, gdzie nam do nich - myślę sobie. Lepiej popatrzę na eksterierowe onki zdające „jedynkę”. Ale ile można oglądać – w końcu nasza kolej. Odmeldowanie i ruszamy na plac między kryjówki. Pierwszą parę pies wziął dobrze i to w całkiem dobrym tempie. W drodze do trzeciej, mój Saganek pomyślał – „a może by tak od razu do czwartej?” - powtórna komenda przywróciła mu rozum, ale punkty lecą. Wykrycie, krótka ucieczka, konwój tylny, pilnowania, powtórne ataki, puszczanie – ok. Czołówka z lekkim zatrzymaniem (niestety z tą masą to raczej innej nie będzie) jeszcze tylko doprowadzenie „zbira” do sędziego i...85 pkt. Jestem trochę zawiedziony, liczyłem na więcej... No ale sędzia jest po to by oceniał i pokazywał niedociągnięcia, a nie chwalił. Jest dobrze, chociaż liczyłem na bardzo dobrze.
W sumie straciliśmy 36 pkt. i nasz końcowy wynik to 267 pkt. Zdaliśmy IPO-2 i to na obczyźnie!
Jeszcze tylko krótko o podsumowaniu egzaminów przez sędziego. Na zakończenie całości, Pan Ing. Radovesnicki omawiał poszczególne dyscypliny i wyróżniające się w nich psy. Do egzaminów różnego stopnia, przystąpiło 14 psów. I tu, moje największe zwycięstwo na tym wyjeździe – Sagan, najlepsza obrona i posłuszeństwo egzaminu. Dzisiaj wieczorem idziemy z Saganem na piwo – ja stawiam!
No i nadszedł dzień prawdy po całym roku pracy – pierwszy egzamin na psa wszechstronnie użytkowego (IPO). Zaglądam do kalendarza – możliwości niewiele. Dzwonie do Zarządu Głównego – jest, jest egzamin w Toruniu. Jedziemy. Ja mam trochę miękkie nogi i łykam stoperan, ale u mnie to norma ;) Walczę jednak z tym stanem, by stres nie przeszedł na Sagana. Obcy plac, obcy pozorant – prawie jak zawody. Nie ma co, lekko nie będzie, ale nie można wiecznie trenować. Kiedyś trzeba przystąpić do egzaminu i dla nas to jest właśnie ten dzień.
Tropienie: łączka fajna choć widać, że służy jako wybieg dla okolicznych psów. Układam ślad, wyprowadzam Sagana na małe siku, przebieram go w łańcuszek i pędzimy odmeldować się u sędziny. Cud nr 1: Sagan szedł jak zaczarowany i ...dostaliśmy 99 pkt. (lekko ściął pierwszy zakręt)
Nie wierzę, ale to fakt. Oczywiście z filmu, który kręciła Ania nici, bo na taśmie widzowie mogli by zobaczyć tropienie podczas trzęsienia ziemi w skali co najmniej 12 o. No cóż, widocznie nie tylko ja się stresuję.
Posłuszeństwo: ledwo zapoznałem Sagana z przeszkodami, a tu słyszę nawoływania, ze teraz nasza kolej. No i mój spokój (wypracowany po tropieniowym sukcesie szlag trafił). Ze świeżo zmęczonym psem na plac? No to poległem – myślę sobie. No i miałem rację. Pies mnie oczywiście nie zawiódł (pracował doskonale), ale ja z tych nerwów pomyliłem kolejność i przebieg niektórych ćwiczeń i … 93 pkt. Przepraszam Saganie – skopałem Ci występ.
Obrona; upłynęła pod hasłem ”zemsta Sagana”. Nie obiegł pierwszej kryjówki, tylko popędził do tej w której ukrywał się pozorant (no, a punkty lecą). Potem już wszystko potoczyło się zgodnie z moim planem i wynik – 95 pkt
Ogólnie – najlepsza nota egzaminu i I miejsce na 4 startujące psy.
Na tegorocznej sopockiej wystawie moje trzpiotowate suczyska zajęły 3 miejsca. Konkurencja była znaczna, a nawet dzięki najazdowi „niemieckiego desantu” z akcentem międzynarodowym.
I tak BIEKE w klasie championów, na 5 startujących suczek, zajęła 3 miejsce (z oceną doskonałą), a BARAKA w klasie otwartej w stawce 6 suczek uplasowała się na 3 miejscu z oceną doskonała (cud jakiś czy co?). Cieszę się bardzo z tych wyników, bo okrywa włosowa moich suczek nie była oszałamiająca (delikatnie mówiąc), a i rozmiarami konkurencja biła je na głowę.
Na jesień tego roku planujemy skojarzenie pary BIEKE van Elderens`Hof i SAGAN Gasko Prim. Ostateczny termin krycia uzależniony jest od terminu dostania cieczki przez Bieke, ale prognozy są na październik/ listopad tego roku.
Mamy już ostateczne potwierdzenie co do krycia Indi-Sagan. Niestety krycie z tego skojarzenia okazało się „puste”;)
Dzisiaj BARAKA Gasko Prim, na placu związkowym w Oliwie, zdała z wynikiem 13 pkt (4, 4, 5) swoje pierwsze testy psychiczne. Sędziowała Pani Agnieszka Kępka. Po tym psie nie spodziewałem się takiego wyniku – chyba już czas zweryfikować swoje spojrzenie na tą suczkę ;)
W dniu 21.06.2009r Sagan Gasko Prim pokrył suczkę Indi vom Garten der Freiheit. Ok. 20 lipca oczekujemy pierwszego potwierdzenia ciąży.
7 – 12 czerwiec to kolejny obóz treningowy – tym razem tropienie ( http://hovawart.mojeforum.net/temat-vt170.html?postdays=0&postorder=asc&start=0 ). Tu się dopiero dowiedziałem ile jesteśmy warci – nie ma co ukrywać – niewiele. Heike, trenerka grupy hovawartów już pierwszego dnia pokazała nam że to co do tej pory nazywałem szumnie tropieniem, nie jest dużo warte. I tu (podobnie jak w Bartenstin) nie było łatwo, ale wiem gdzie jestem (na samiutkim początku), wiem dokąd mam dojść i wiem ile mam na to czasu. Jakoś pozbieramy się po tej lekcji pokory i do roboty. A swoją drogą to żal mi tych wszystkich, którzy podobnie jak ja myślą, że tropią sportowo.
Od 29 maja do 2 czerwca uczestniczyliśmy w obozie szkoleniowym cyklicznie organizowanym przez Klub Przyjaciół Hovawarta z Großellhofen. Obóz zlokalizowany był w miejscowości Bartenstein w Bawarii. Ponad 1200 km w jedną stronę i 5 dni ciężkiej pracy w posłuszeństwie i obronie. Łatwo nie było, ale dostaliśmy trochę pochwał, co by oznaczało że wraz z naszym trenerem – pozorantem Wiktorem Kubiakiem – obraliśmy dobrą drogę treningową, która ciupasem trafia do głowy Sagana.